niedziela, 11 maja 2014

Rozdział XLI: Zniknięcie


Ogłoszenie techniczne: Demokratyczna większość zdecydowała, że przywracamy poprzednie komentarze. Decyzja nie podlega apelacji.


W dzisiejszym rozdziale Stefa porusza kwestie natury moralnej.

I to już wszystko ode mnie, jeśli chodzi o tak zwany wstęp. Nie mam nic więcej do dodania. Korci mnie, aby pierwsza połowa analizy składała się wyłącznie z cytatów i punktów, bo naprawdę nie mam pojęcia jak skomentować ów festiwal hipokryzji, który będzie atakował nas dosłownie w każdym ustępie. Gify nie wystarczą. Caps lock na nic się nie przyda. Nie jestem ani wściekła (jak to bywa przy opisach przemocy fizycznej), ani rozbawiona (jak to bywa przy rozlicznych debilizmach). Jestem zdegustowana i zmęczona twórczością Stefy. Mam do tego prawo, bo baruję się z jej wątpliwej jakości dziełami od 2009 roku, a „Intruz” jest najbardziej obrzydliwą ze wszystkich powieści. Proszę zatem o wyrozumiałość, jeśli dzisiejszy odcinek Was nie rozbawi; doprawdy, nie jest mi do śmiechu.


Ian siedział ze mną w ciemnościach przez trzy dni. Czasem tylko wychodził na kilka minut, by przynieść jedzenie i wodę. Z początku jadł przy mnie, mimo że odmawiałam posiłku. Później, gdy zorientował się, że nie poszczę z braku apetytu, również przestał jeść. Korzystałam z krótkich chwil jego nieobecności, załatwiając w siarkowym źródełku potrzeby fizjologiczne, choć te zanikały w miarę trwania postu.

Nie wiem, co rozczula mnie bardziej w tym fragmencie; poświęcenie tru loffa, któremu w imię solidaryzowania się ze swoją panią kiszki grają żałobnego marsza, czy fakt, że Wagabunda sprawia wrażenie stereotypowego emo robiącego przedstawienie z rzeczywistej tragedii. Powinny sobie podać ręce z Bellą; panna Swan była niedościgniona w przekręcaniu każdej sytuacji w taki sposób, by w ogólnym rozrachunku to jej uczucia znalazły się w centrum powszechnego zainteresowania.

Bellanda Wandella van der Mellen : 59

A co do najnowszej diety naszego robaczka...Człowiek jest ponoć w stanie przeżyć bez wody od czterech do siedmiu dni. To oznacza, że naszemu duetowi zostało jeszcze trochę czasu, co nie zmienia faktu, iż na tym etapie W&M są już solidnie odwodnione i osłabione.

MELANIE jest solidnie odwodniona i osłabiona.

Oczywiście, jestem w stanie postawić wszystkie pieniądze świata, że duszkę niewiele obchodzi stan jej mundurka; dobrze tak przebrzydłemu przedstawicielowi morderczej rasy. Fakt, iż takie myślenie stawia kosmitkę na równi z „naszymi” zabójcami, najwyraźniej nigdy nie zaświtał w jej pustej łepetynie.

Adolf approves : 45

Nie mogłam nie spać, ale odmawiałam sobie wszelkiej wygody.

Ów gest z pewnością znacząco zmieni położenie duszki-niemowlaka, rozerwanej na części.

Mea culpa: 28

Ustalmy coś: każdy człowiek ma prawo opłakiwać innych w dowolny sposób i przez dowolnie długą ilość czasu. Problem w tym, że zachowanie Wandy wcale nie wskazuje na to, że jest pogrążona w cierpieniu. Jak już wspomniałam, z tego opisu wyjawia się obraz marudnej nastolatki, która w ramach swego młodzieńczego buntu przeciw niesprawiedliwości na tym świecie zamierza doprowadzić rodziców do przedwczesnego siwienia, zamykając się w pokoju na siedem dni i siedem nocy. To nie jest obraz żałobnika; to wcielenie attentionwhore'yzmu.

Okazuje się, że Ian uparcie próbuje wmusić w Wagabundę jakikolwiek posiłek.

- Proszę cię, wybacz mi. Tak mi przykro. Gdybym wiedział… to bym ich powstrzymał. Nie pozwolę, żeby to się powtórzyło.

WTF? Meyer, co niby próbujesz nam przekazać w tym fragmencie? Oczywiście, że O'Shea wiedział, co się wyprawia w szpitalu. Wagabunda wie, że O'Shea o tym wiedział, a my wiemy, że Wagabunda wie, że O'Shea o tym wiedział. Kto tu kogo próbuje oszukać i w jakim celu?

Nie powstrzymałby ich.

I dobrze.

Tak, przyznaję: nie mam serca. Nie ruszają mnie zdjęcia śmiesznych kotów, jestem zdania, iż gwałciciele i pedofile powinni być wrzucani do mrocznego lochu z dzbanem zatęchłej wody tuż po ogłoszeniu przez sąd dożywocia, a gdyby nasz glob najechały sparklące ameby, byłabym jedną z pierwszych osób, które zgłosiłyby się do eksterminacji tych potworów z ludzkich ciał.

Nikt nie zmusza dusz do przebywania na Ziemi. Mało tego – zdają one sobie w pełni sprawę z tego, iż tutejsi obywatele są trudni do spacyfikowania, w przeciwieństwie do innych gatunków, które nie mają nic przeciwko najazdom.

Powtórzmy to: dusze wiedzą (i były świadome tego faktu już od przybycia na błękitną planetę pierwszej fali kolonizatorów w formie Łowców), że ludzie nie chcą służyć za mundurki. I bynajmniej nie muszą udawać się do nas na wakacje.

W uniwersum „Intruza” mamy przynajmniej kilka innych planet, na które może się udać nowo narodzona duszka; planet, których faunie i florze jest absolutnie obojętne, czy ktoś przejmuje nad nimi kontrolę. Dusze mogą zostać delfinami, Troskliwymi Misiami, glonami i tysiącem innych rzeczy. Mogą w końcu siedzieć na rzyci na rodzimym terenie i latać sobie po nim na golasa.

Nie ma żadnego powodu, dla którego jakakolwiek ameba musiałaby udać się akurat do nas. Żadnego.

Gdy uświadomimy sobie ten fakt, uderzy nas pewna zabawna myśl: cała fabuła niniejszej książki nie ma najmniejszego sensu. Dusze miały być z definicji dobrymi, miłującymi pokój istotami brzydzącymi się przemocą.

Jak owo założenie ma się do tego, co wyprodukowałam powyżej?

Dusze nie są dobre. Dusze nie są prawe. Dusze to banda obłudnych sukinsynów, które w pełni zasługują na pocięcie na kawałki i przerobienie na błyszczące łańcuchy choinkowe – wyjątek stanowią tu osobnicy, którzy przyszli na świat na Ziemi i nie znają żadnej alternatywy (pamiętacie Roberta?).

 
DUSZE TO MORDERCY Z WYBORU.

 
I nie zasługują na żadną taryfę ulgową.


Poza tym, jak powiedział Jared, wcześniej mu to nie przeszkadzało.

Cóż, najwyraźniej od jakiegoś czasu panowie przestali zwozić z wypraw pornosy...

Byłam tu wrogiem. Nawet w najbardziej współczujących ludzkich sercach miłosierdzie było zarezerwowane tylko dla ludzi.

Ja (mimo braku serca) współczuję kalekim zwierzętom i lasom zniszczonym kwaśnymi deszczami. Nie współczuję za to zabójcom, którzy dla zabawy doprowadzają do anihilacji połowę kosmosu.

Ludzkość ssie: 45

Wiedziałam, że Doktor nigdy nie skrzywdziłby rozmyślnie drugiego człowieka. Pewnie nawet nie zniósłby tego widoku, był w końcu bardzo wrażliwy. Ale robala, pasożyta? Czemu miałby się przejąć agonią całkiem obcej istoty?

Agonia potrąconego przez samochód psa może doprowadzić do fontanny łez; agonia sparklącej galarety, która dopiero co odebrała jakiemuś mężczyźnie ukochaną żonę powinna automatycznie skutkować organizacją imprezy do białego rana.

Ludzkość ssie: 46

Czemu miałby odczuwać opory przed zamordowaniem niemowlęcia – pokrajaniem go nożem, kawałek po kawałku – skoro nie miało ludzkiej twarzy i nie mogło krzyczeć?

Bo nie wie, że to niemowlę?

Serio – czym niby rożni się ameba-dziecko od ameby-dorosłego? Krótszymi nibynóżkami?Dusze mają po kilka tysięcy lat; kiedy w ogóle można u nich mówić o dzieciństwie? Ich wiek wcale nie musi odpowiadać biologicznemu wiekowi żywiciela, wątpliwe zresztą, żeby Jared i spółka porywali przedszkolaki w roli królików doświadczalnych.

Ale duszkowe dzieci to temat na oddzielną analizę.

Ludzkość ssie: 47

Ian nadal nie jest w stanie przekonać Wagabundy do posilenia się, więc zniechęcony odchodzi.

Targały mną sprzeczne emocje. Poczułam nienawiść do tego ciała. To wszystko nie miało sensu. Dlaczego przygnębiło mnie, że sobie poszedł? Dlaczego upragniona samotność sprawiała mi teraz ból? Chciałam, by ten potwór wrócił, i miałam to sobie za złe.

Ludzkość ssie: 48

Samotność nie trwa długo; w odwiedziny wpada wuj Jeb. I jeśli ktokolwiek z Was nadal nie wie, dlaczego lubię tę postać, to po dzisiejszym odcinku nie powinniście mieć w tej kwestii żadnych wątpliwości. Jeb:


- A więc chcesz się zagłodzić? Taki masz plan?
Utkwiłam wzrok w skalnej podłodze. O ile byłam uczciwa wobec samej siebie, moja żałoba dobiegała już końca.

Powód nr 1: Jeb ma w nosie nastoletnie fochy.

Oddałam szacunek zgładzonym duszom. Nie mogłam opłakiwać w nieskończoność kogoś, kogo nie znałam.

Dziewczyno, dajże spokój. Przyznaj po prostu, że uwielbiasz, gdy inni chodzą wokół ciebie na paluszkach i z troską pochylają się nad twoją delikatną psychiką.

Bellanda Wandella van der Mellen : 60

- No, bo wiesz, jeśli naprawdę chcesz umrzeć, to są łatwiejsze i szybsze sposoby.
Jak gdybym nie miała okazji się przekonać.
- Śmiało, dajcie mnie Doktorowi – zachrypiałam.
Nie zdziwiło go, że przemówiłam. Przytaknął głową, sam do siebie, jakby właśnie to spodziewał się usłyszeć.

Powód nr 2: Jeba bawi twój pseudoangst.

-Myślałaś, że się tak po prostu poddamy, Wagabundo? – Głos Jeba zabrzmiał surowiej i poważniej niż kiedykolwiek wcześniej. – Nie doceniasz naszego instynktu przetrwania. Oczywiście, że chcemy znaleźć sposób na odzyskiwanie ciał. Każdy z nas może być następny. Straciliśmy już tylu bliskich. Nie twierdzę, że to łatwe. Doktor strasznie przeżywa kolejne niepowodzenia – sama widziałaś. Ale taka to rzeczywistość, Wando. W takim świecie przyszło nam żyć. Przegraliśmy wojnę. Jesteśmy na skraju wymarcia. Szukamy sposobów, by się uratować.

Powód nr 3: Jeb mówi za nas wszystkich.

Po raz pierwszy Jeb rozmawiał ze mną jak z duszą, a nie jak z człowiekiem. Odniosłam jednak wrażenie, że zawsze był w pełni świadom tej różnicy. On też był potworem, tyle że uprzejmym.

Ludzkość ssie: 49

Nie mogłam zaprzeczyć prawdziwości jego słów ani podważyć ich sensu. Otrząsnęłam się już z szoku i byłam znowu sobą. Uczciwość leżała w mojej naturze.

Powód nr 4: Nawet najwięksi hipokryci padają jak muchy pod ciężarem logicznych argumentów Jeba.

Paru spośród tych ludzi potrafiło zrozumieć mój punkt widzenia, chociażby Ian. W takim razie ja również mogłam spojrzeć na to wszystko z ich perspektywy. Byli potworami, ale może przynajmniej mieli jakieś usprawiedliwianie.

Wybacz, Wandziu, muszę zadać to pytanie: a jakież to usprawiedliwienie ma WASZA RASA?

Ludzkość ssie: 50

Oczywiście wydawało im się, że przemoc jest jedyną możliwą odpowiedzią. Nie byli w stanie wyobrazić sobie innego rozwiązania. Czy mogłam ich winić za to, że właśnie tak byli zaprogramowani?

Ten fragment jest fenomenalny z wielu względów. Primo:

Ludzkość ssie: 51

Secundo: Nie ma to jak słuchać wykładu o przemocy z ust istoty, której gatunek doprowadził do harakiri jedną rasę, aktywnie pozbywa się innej (Płonące Kwiotki, anyone?) i jest na ukończeniu procesu całkowitego zgładzenia trzeciej.

Tertio: Wagabundo, jak sądzisz, dlaczego ludzie kroją twoich krajan (język polski jest naprawdę uroczy) na kawałki? Ponieważ nikt nie wytłumaczył im, co robią nie tak. Wiesz, jak można by temu zaradzić? Tłumacząc im, co robią nie tak. Nasi nie znęcają się nad amebami ze złośliwości (choć nawet gdyby tak było, ciężko byłoby ich winić) – oni po prostu nie wiedzą, jak skutecznie przeprowadzić operację wyciągania duszy z mundurka.

A ty znasz rozwiązanie tego problemu.

Tak, moi drodzy: Wanda (podobnie jak wszystkie dusze) WIE, co należy zrobić, by właściwie przeprowadzić tego rodzaju zabieg. I...nie zamierza się z nikim dzielić owymi informacjami. Na razie nie mogę Wam zdradzić nic więcej, ale zapewniam; jeśli do tej pory sądziliście, że nie przepadacie za naszą protagonistką, to wkrótce zaczniecie jej życzyć długiej i bolesnej śmierci.

- Nikogo nie uratujecie, zarzynając niewiniątka, Jeb. Teraz wszyscy są martwi.
Milczał przez chwilę.
- Nie potrafimy odróżnić waszych małych od dorosłych.

Powód nr 5: Jeb posiada skill zwany logiką i nie zawaha się go użyć.

- Wiem.

WIESZ?! Ale...ale w takim układzie dlaczego...skąd ta cała drama dotycząca mordowania niewiniątek?!



- Wy nie oszczędzacie naszych dzieci.
- Ale ich nie torturujemy. Nigdy nie sprawiamy nikomu celowo bólu.
- Robicie coś gorszego. Unicestwiacie je.

Adolf approves : 45

Powód nr 6: Jeb powie ci prosto w twarz, że jesteś pokrętną, złą i popieprzoną kreaturą.

A tak w ogóle... „Nigdy nie sprawiamy nikomu celowo bólu.” Śmiało, kochani; wymieńcie wszystko, co jest nie tak z tym stwierdzeniem. Nie ograniczajcie się, mamy dużo czasu.

- Wy robicie jedno i drugie.
- Owszem, ponieważ nie mamy wyjścia. Musimy się bronić. Inaczej nie potrafimy. Albo będziemy walczyć, albo zginiemy. – Spojrzał na mnie z uniesioną brwią.

Powód nr 7: Jeb jest badassem.

- To wam nic nie da, Jeb. Możecie nas kroić na kawałki, ale zabijecie w ten sposób jeszcze więcej żywych istot obu gatunków. Nie mamy zwyczaju nikogo zabijać, ale też nie jesteśmy bezbronnymi stworzeniami.

To absolutnie najbardziej niesamowity eufemizm, na jaki natrafiłam w ciągu całej mojej czytelniczej kariery. Skarbie, powtarzaj za mną: jesteście chędożonymi MORDERCAMI.

Adolf approves : 46

Nasze wici może i wyglądają jak miękkie, srebrne włosy, ale są bardzo silne. Tak się właśnie dzieje, prawda? Doktor tnie moich braci i siostry, a wtedy oni wbijają się w mózg waszych braci i sióstr.
- Jak w masło – przyznał.

Powód nr 8: Jeb nigdy nie owija w bawełnę

Żołądek podszedł mi do gardła, chwilę później przebiegł mnie deszcz.
- Też mi się robi niedobrze na samą myśl – powiedział. – Doktor naprawdę źle to znosi. Za każdym razem wydaje mu się, że znalazł sposób, a potem znowu wszystko bierze w łeb. Próbował już wszystkiego, co mu przychodzi do głowy, ale dusza zawsze rozgniata mózg na miazgę. Twój gatunek nie reaguje na zastrzyki środka usypiającego… ani trucizny.
- Oczywiście, że nie – odparłam przejętym głosem. – Mamy zupełnie inny skład chemiczny.

Macie też prosty i uniwersalny sposób na odłączenie się od żywiciela, którym nie chcesz się podzielić z przeróżnych powodów; głównym z nich jest to, że jesteś złośliwą, zakłamaną suką.

Adolf approves : 47

- Raz jedna dusza zrozumiała chyba, co się święci. Porwała mózg na strzępy, zanim Doktor zdążył uśpić ciało. Oczywiście nie wiedzieliśmy tego, dopóki go nie rozciął. Facet po prostu się przewrócił.
Byłam zaskoczona, ale też pełna podziwu.

To tyle w kwestii odczuwania obrzydzenia na myśl o przemocy. Najwyraźniej jedynie ludzkie barbarzyństwo jest całkowicie nieakceptowalne.

Adolf approves : 48

Dusza, o której mowa, musiała być bardzo dzielna.

No ba. Wiecie, ile heroizmu wymaga przerobienie czyjegoś mózgu na mielonkę?

Adolf approves : 49

Ja nie miałam tyle odwagi, nawet na początku, gdy byłam przekonana, że będą mnie torturować, by wydobyć ze mnie właśnie ową tajemnicę. Nie podejrzewałam jednak, że mogliby próbować dojść do tego sami, majstrując przy mnie skalpelem. Taka próba była z góry skazana na niepowodzenie, dlatego nie przyszło mi to do głowy.

Ciekawe, dlaczego nikt do tej pory na to nie wpadł...No tak, racja: ALBOWIEM NIE POFATYGOWAŁAŚ SIĘ, ABY ICH O TYM POINFORMOWAĆ.

Kochani, zlekceważmy na chwilę fakt, że Wagabunda ma w nosie ludzkie życie. Milcząc, naraża resztę swojej „rodziny” na zakończenie żywota w podobny sposób, co mini-ameba: w formie galaretowatych puzzli. Jeb sam przyznał, że nie spoczną, dopóki nie odkryją, jak usunąć pasożyta z człowieczego ciała, a nikomu z uciekinierów najzwyczajniej w świecie nie przyszło do głowy, że istnieje jakiekolwiek rozwiązanie poza stricte siłowym (BTW, bardzo proszę wszystkich znających treść książki o nie spojlerowanie tego wątku; ów idiotyzm jest doprawdy zbyt potężny, by poznawać go za pomocą komentarzy, bez oparcia w postaci właściwego cytatu i – że tak nieskromnie rzeknę – właściwej analizy). To już nie jest kwestia braku solidarności z ludzką rasą; Wandzia oddaje niedźwiedzią przysługę własnym ziomkom.

Adolf approves : 50

- Jeb, jesteśmy stosunkowo małymi istotami, całkowicie uzależnionymi od nieprzyjaznych żywicieli.

Och, biedactwa.



Nie przetrwałybyśmy, nie mając czym się bronić.
- Ja nie twierdzę, że nie macie do tego prawa. Powiedziałem tylko, że będziemy walczyć, na wszystkie możliwe sposoby. Nie zależy nam wcale na wyrządzaniu krzywdy. Improwizujemy. Ale na pewno się nie poddamy.

Powód nr 9: Jeb jest dobrym człowiekiem i ma w sobie gram litości nawet dla agresora.

- Więc może jednak trzeba było mnie pokroić. Jaki inny ze mnie pożytek?
-Oj, Wando. Nie wygłupiaj się. Nie jesteśmy znowu tacy zupełnie racjonalni. Mamy w sobie szersze spektrum dobra i zła niż wy. No, może głównie zła.
Przytaknęłam na te ostatnie słowa, ale mówił dalej, nie zważając na mój gest.

Ludzkość ssie: 52

-Cenimy człowieka jako jednostkę. Może nawet kładziemy zbyt duży nacisk na jednostkę, jak przychodzi co do czego. Ile osób – przypuszczalnie – poświęciłaby… no powiedzmy, że Paige… ile osób poświęciłaby, żeby uratować życie Andy’emu? Odpowiedź wyda ci się absurdalna, jeżeli spojrzysz na ludzkość jak na zbiór równych istot.

Powód nr 10: Jeb jako jedyna postać w tej książce prezentuje inteligentne poglądy w kwestii relatywizmu dobra i zła.

Wuj Jeb podkreśla, że nadal myśli o Wagabundzie jako o przyjaciółce; kosmitka stwierdza jednak, że jest w patowej sytuacji – źle się czuje wśród uciekinierów, ale nie może ich przecież opuścić.

- Jeżeli mam w tej sprawie coś do powiedzenia, to wolałabym już, żebyś mnie zastrzelił – szepnęłam.
Jeb roześmiał się.
- Spokojnie, maleńka. Do moich przyjaciół się nie strzela ani się ich nie kroi.

Powód nr 11: Jeb pozostaje lojalny do samego końca.

Wiem, że nie kłamiesz, Wando. Skoro twierdzisz, że nic w ten sposób nie wskóramy, to może powinniśmy od nowa przemyśleć sprawę. Powiem chłopcom, żeby na razie nie przywozili więcej dusz. Zresztą Doktor ma już chyba nerwy w strzępach. Więcej tego nie zniesie.

Powód nr 12: Jeb potrafi uczyć się na błędach.

- Możecie mnie okłamywać – zauważyłam. – Pewnie bym się nie zorientowała.
- No cóż, moja droga, w takim razie musisz mi zaufać. Bo nie mam zamiaru do ciebie strzelać. Ani pozwolić ci umrzeć z głodu. Zjedz coś, skarbie. Potraktuj to jako rozkaz.

Powód nr 13: Jeb nadal jest tu szefem.

Darzyłam tych ludzi zbyt dużą sympatią. Byli moimi przyjaciółmi. Potworami, ale jednak przyjaciółmi, na których nie potrafiłam spojrzeć chłodnym okiem, przynajmniej w obecnym stanie.

Ludzkość ssie: 53


Jeb wciska Wandzi do ręki papu (chlebek z miodem) i przykazuje myśleć pozytywnie. Do zebranych dołącza Ian, który z pewnością wykorzystał przerwę w czuwaniu nad swą damą na zapchanie rozpaczliwie skamlącego żołądka.


Wszedł w krąg światła, zobaczył, że mam w dłoni chleb, i spojrzał na mnie tak, że ogarnęły mnie wyrzuty sumienia. Jego oczy wyrażały radość i ulgę. Może i nigdy nie sprawiłam nikomu umyślnie fizycznego bólu, ale robiąc krzywdę sobie, skrzywdziłam Iana. Świat ludzkich uczuć był nieprawdopodobnie poplątany. Co za bałagan.

Mea culpa: 29

Ja jednak będę się upierać, że powodem radości O'Shei jest świadomość, że oto może zakończyć swój (nie do końca) dobrowolny post.

- Przepraszam – szepnęłam.
Podniósł rękę wraz z moją dłonią.
- Nie przepraszaj mnie.
- Powinnam była wiedzieć. Jeb ma rację. To oczywiste, że się nie poddajecie. Nie mogę mieć do was o to pretensji.

Eee...Nie, żebym nie doceniała siły perswazji Jeba, ale nasz robaczek nadzwyczaj szybko zmienił front, nie uważacie?

- Twoja obecność wszystko zmienia. Nie powinniśmy byli tego dłużej robić.

Ian, przymknij się.

Wiedziałam jednak, że przeze mnie problem stał się bardziej palący – jak uratować Melanie? Jak się mnie pozbyć i przywrócić jej życie?

Myślę, że ta akurat kwestia trapi O'Sheę w minimalnym stopniu. Stryderowie i Howe mogliby mieć tu co nieco do powiedzenia, ale biorąc pod uwagę iż jesteś, Wandziu, unikalnym płatkiem śniegu, z pewnością nikt nie będzie ryzykował możliwością utraty przywileju obcowania z twą uroczą osobą.

Mea culpa: 30

- Na wojnie wszystko wolno – wymamrotałam, próbując się uśmiechnąć.
Ian odwzajemnił niemrawy uśmiech.
- Na wojnie i w miłości. Nie zapominaj.

Posłuchaj, głąbie...

- Dobra, starczy tego – odezwał się pod nosem Jeb. – Nie skończyłem.

...uff, jednak nie muszę się produkować. Jeb – dziękuję, że jesteś.

Co jednak trapi nestora rodu?

- No więc tak. – Wziął głęboki oddech. Postaraj się tym razem nie wpadać w histerię, dobra? – rzekł, spoglądając na mnie.
Zlodowaciałam, ściskając tylko mocniej dłoń Iana. Ian posłał Jebowi zaniepokojone spojrzenie.
- Chcesz jej powiedzieć? – zapytał.
- O czym? – zadyszałam. – O czym znowu?
Jeb po raz kolejny przybrał wyraz twarzy pokerzysty.
- Chodzi o Jamiego.

Czyżby Pierwszą Pierdołę Meyerlandu spotkało kolejne nieszczęście?!



...nie, moment. To wcale nie była moja reakcja na tę rewelację. Szczerze mówiąc, obecnie mam ochotę powtórzyć za Balthazarem:



Naprawdę, nie obchodzi mnie w najmniejszym stopniu, co tym razem odwaliła ta niedojda. Jamie jest tak irytujący, że powoli zaczynam mu życzyć, aby podzielił los O'Sheów i Jareda i skończył w rwącym potoku na tyłach jaskini.

Wagabunda, rzecz oczywista, wpada w histerię.

- Co z jego nogą?
- Wdała się lekka infekcja – wymamrotał Ian. – Doktor każe mu leżeć, inaczej już dawno by tu do ciebie przybiegł. A właściwie to nie przybiegł tylko dlatego, że Jared stoi nad nim i nie pozwala mu wychodzić z łóżka.

* głosem Osła ze „Shreka” * Amputuj! Amputuj!

Jeb kiwnął głową.
- Jared już chciał tu przyjść i zabrać cię do niego siłą, ale powiedziałem mu, żeby pozwolił mi najpierw z tobą porozmawiać. Nie chciałem, żeby mały zobaczył cię w takim stanie. To by mu nie wyszło na zdrowie.

Primo: Jeb, choć ty jeden zadbaj o swojego bratanka i przestań go traktować jak niemowlę. Chłopak naprawdę nie zdoła przeżyć w wojennych warunkach, jeśli wszyscy nieustannie będą się z nim cackać.

Nie ma jak u mamy: 23

Secundo: Jak się za chwilę przekonamy, Jamie nie tyle nie chce, co nie może chodzić, bo zakażenie jest poważne. Dlaczego więc wszyscy upierają się, żeby okłamywać Wandę, skoro dziewczyna i tak za chwilę przekona się, co jest grane?

-Ale chyba coś robicie?
Jeb wzruszył ramionami.
- Niewiele możemy zrobić. Dzieciak jest silny, poradzi sobie.
- Jak to niewiele możecie zrobić? Nie rozumiem.
- To infekcja bakteryjna – wyjaśnił Ian. – A my nie mamy antybiotyków.
- Bo są do niczego – bakterie są sprytniejsze od waszych lekarstw. Musi być coś innego, coś lepszego.

Do wszystkich osób zawodowo związanych z farmacją i medycyną (Beige, buziaki!): Widzicie? Możecie podetrzeć sobie rzycie swoimi dyplomami, bo wasze marne, ludzkie umiejętności nigdy nie dorównają genialności dusz.

Ludzkość ssie: 54

- My nic takiego nie mamy – odparł Jeb. – To zdrowy chłopak. Organizm musi zrobić swoje.
- Zrobić… swoje – wyszeptałam w osłupieniu.
(...)
Jamie był chory. Nie było dla niego lekarstwa. Można było tylko czekać, aż jego organizm zwalczy infekcję. A jeśli nie…
- Nie – wydyszałam.
Miałam wrażenie, że znowu stoję nad grobem Waltera i wsłuchuję się w odgłos rzucanego w czeluść piasku.

Och nie! Jamie może kopnąć w kalendarz! Co na to mój Uczuciomierz?



Przykro mi, nie drgnął nawet o milimetr.

Wandzia nadal panikuje, więc panowie zapychają jej bułką. Podczas gdy ameba przeżuwa wychodzi na jaw, iż chłopak nie przebywa w szpitalu, ino w swej własnej sypialni. Wagabunda szybko kończy posiłek i truchcikiem rusza do pokoju nie-brata. Okazuje się, że na miejscu jest całe zbiorowisko uciekinierów, co nasuwa duszce podejrzenia, że ze Stryderem jest jeszcze gorzej, niż sądziła. Jak jednak prezentuje się nasze niebożątko?

Twarz miał czerwoną, ociekającą potem. Obcięta prawa nogawka dżinsów ukazywała niezabandażowaną ranę. Była mniejsza niż myślałam. Nie wyglądała tak strasznie, jak się tego spodziewałam. Zwykłe kilkucentymetrowe rozcięcie o równych brzegach. Miały one jednak zatrważająco czerwony kolor, a skóra wokół rany była spuchnięta i świecąca.

Rozcięcie może być niewielkie, ale Jamie ewidentnie cierpi. Chłopak ma gorączkę, ale jest przytomny i rzecz jasna cieszy się z odwiedzin kosmitki.

Dotknęłam rozpalonej twarzy Jamiego. Otarłam się przy tym łokciem o Doktora, ledwie tego świadoma. Odsunął się się prędko, ale nie widziałam, z jakim wyrazem na twarzy – wstrętu czy winy.

Ja tam stawiałabym na zmęczenie, jako że facet ma potężne zaległości związane ze snem: najpierw stróżowanie przy Walterze, później operacje na duszach, a teraz opieka nad Stryderem. Ale oczywista – wszystko, ale to absolutnie wszystko co wydarza się w jaskini musi dotyczyć bezpośrednio naszej Marysujki. To elementarne, drogi Watsonie.

Bellanda Wandella van der Mellen : 61
 
- Jamie, skarbie, jak się czujesz?

Nie ma jak u mamy: 24

- Głupio – Odparł uśmiechając się. – Po prostu głupio.

Jamie, to jedno z nielicznych mądrych zdań, które wypowiedziałeś na przestrzeni tej książki.

Muszę jednak oddać Stryderowi sprawiedliwość: nie rozczula się nad sobą i zapewnia nie-siostrę, że lada chwila z tego wyjdzie. Potwierdza się moja teoria, że gdyby odstawić gościa od (metaforycznego, dzięki Siłom Wyższym) cyca, mógłby się jeszcze wyrobić. Jamie wyraża smutek z powodu traumy, jaką ostatnimi czasy przeżyła Wanda.

Żal ściskał mi gardło. Mój mały Jamie potworem? Nigdy.
 
Nie ma jak u mamy: 25

-Słyszałem, że pokazałaś Wesowi, jak się gra w piłkę – powiedział z szerokim uśmiechem, zmieniając temat. – Kurde, szkoda, że tego nie widziałem. Melanie musiała mieć niezłą frajdę.
- O tak.
- Wszystko u niej w porządku? Nie martwi się za bardzo?
- No pewnie, że się martwi – bąknęłam, przyglądając się dłoni ocierającej mu czoło, jakby nie była moja.
Melanie.
Gdzie się podziewała?
Zaczęłam szukać w myślach znajomego głosu. Nic, wszędzie cisza. Czemu jej tu ze mną nie było? Czułam rozpalona czoło Jamiego pod palcami. Powinna panikować z powodu tej gorączki tak samo jak ja.

Dun, dun, duun! Jak nie urok, to przemarsz wojsk: Nie dość, że młody schodzi na gangrenę, to jeszcze Mela dała nogę.

- Wszystko w porządku? – zapytał Jamie. – Wanda?
- Jestem… zmęczona. Przepraszam cię, Jamie. Po prostu… ledwo myślę.

Świat według Terencjusza: 65

Przyjrzał mi się uważnie.
- Nie wyglądasz najlepiej.
Co ja narobiłam?
- Dawno się nie myłam.

Świat według Terencjusza: 66

O'Shea oferuje, że skoczy po posiłek dla chorego, ale Wagabunda wysyła Wesa (odczepcie się wreszcie od tego biedaka, do diabła), a sama zgarnia tru loffa na zewnątrz, wymigując się potrzebą przemycia oblicza.

Świat według Terencjusza: 67

Zawlekłam go [Iana] do wielkiego skrzyżowania tuneli. Następnie, zamiast iść dalej ku jaskini z ogrodem, zaciągnęłam go do pierwszego z brzegu ciemnego korytarza. Był pusty.
- Wando, co…
- Musisz mi pomóc, Ian – powiedziałam przejętym rozgorączkowanym głosem.
- Co tylko zechcesz. Wiesz dobrze.
Położyłam mu dłonie na policzkach i spojrzałam w oczy. W mroku tunelu ich błękit był ledwie dostrzegalny.

Do czego jednak potrzebny jej jest O'Shea? Trzymajcie się mocno krzeseł, kochani,albowiem...

- Musisz mnie pocałować. Teraz. Proszę.


Skąd ten nagły przypływ erotyzmu? Przekonamy się już za tydzień. I uwierzcie mi, moi drodzy – macie na co czekać.


Statystyka:

Adolf approves : 50
Bellanda Wandella van der Mellen : 61
Gotuj z Jacobem Blackiem: wystarczy zalać wrzątkiem : 27
Ludzkość ssie: 54
Mea culpa: 30
Mój ssskarb : 20
Nie ma jak u mamy: 25
Świat według Terencjusza: 67
Welcome to Bedrock: 64
Witaj, Morfeuszu : 16

Maryboo