niedziela, 5 stycznia 2014

Rozdział XXIII: Wyznanie

Dla wszystkich, którzy po przeczytaniu zakończenia ostatniego rozdziału oczekiwali Hitchcocka i fajerwerków: przepraszamy. Osobą górującą nad Wagabundą jest Jamie.

Chłopak przeprasza, że napędził stracha kosmitce (nie chciał obudzić Doktora), przysiada obok na materacu i tłumaczy, iż nie mógł zasnąć obok chrapiącego ponad miarę wuja Jeba. Na pytanie Wandy, jak w takim układzie zdołał kimać w jego towarzystwie do tej pory, odpowiada, że dotychczas dzielił sypialnię z Jaredem.

W takim razie czemu nie śpisz w pokoju Jareda? Boisz się spać sam? – Nie uważałam tego za powód do wstydu. Sama bez przerwy wpadałam w popłoch.

Cóż, ty masz całkiem rozsądne usprawiedliwienie; jeszcze do niedawna po jaskini krążyło dwóch socjopatów opętanych żądzą mordu. Dlaczego zdrowy, silny i nie wykazujący żadnych oznak traumy gimnazjalista miałby dzielić twoje obawy pozostaje dla mnie niewyjaśnioną zagadką. Ale śmiało, Wagabundo – nakarm swą wewnętrzną mać i zaproponuj, że zostawisz mu na noc zapaloną lampkę.

Nie ma jak u mamy: 11

Stryder desperacko pragnie przypomnieć czytelnikom, że ukończył już etap przedszkolny, więc obrusza się na ową sugestię i tłumaczy, że właśnie znajduje się w swoim pokoju – co oznacza, że Jeb zakwaterował duszkę w alkowie Howe'a.

Co? Jeb dał mi pokój Jareda?
Nie mogłam w to uwierzyć. Jared mnie zabije. A raczej zabije Jeba, a p o t e m mnie.

Wiecie co? To naprawdę smutne, gdy w odniesieniu do co poniektórych bohaterów czytelnik nie jest w stanie odczytać popularnej figury retorycznej inaczej niż dosłownie.

Okazuje się, że ów pomysł z ulokowaniem Wandzi w jaskini lwa wyszedł od Jamiego – najwyraźniej w chłopaku obudziła się żądza zemsty za krzywdy wyrządzone ludzkości przez robale, albo też nie pojął jeszcze w wystarczającym stopniu, z jak patologicznym typem związała się jego siostra. Stawiam jednak na opcję nr jeden, albowiem ponieważ gdyż:

Jared będzie wściekły – szepnęłam.
Mogę robić z moim pokojem, co mi się podoba – mruknął Jamie buntowniczo, lecz po chwili zagryzł wargę. – Nie powiemy mu. Nie musi wiedzieć.

Pomijając fakt, iż naprawdę nie rozumiem, dlaczego Jared wciąż hasa sobie na wolności, skoro wszyscy wokół zdają sobie sprawę z jego psychozy – cóż, panie Stryder, widzę dwa logiczne błędy w pana rozumowaniu. Po pierwsze, jakkolwiek nie znoszę Howe'a, to nie da się zaprzeczyć, że pokój należy w połowie do niego i facet ma prawo nie życzyć sobie nadprogramowych lokatorów. Po drugie...cóż, nie bardzo wyobrażam sobie, jak można ukryć tego rodzaju informację. Jared nie musi być superszpiegiem, by odkryć, gdzie nocuje Wagabunda - wystarczy, że postanowi położyć się lulu.

Wagabunda wciąż jest niechętna wizji pidżama party z bratem swojego mundurka:

Bo nie będziesz tu bezpieczny. Czasem nocą szukają mnie różni ludzie.
Otworzył szeroko oczy ze zdziwienia.
Naprawdę?
Jared zawsze miał przy sobie broń, więc się go bali.
Kto?
Nie wiem. Czasem Kyle. Ale na pewno też tacy, którzy nie pojechali z Jaredem.

Meyer nigdy nie sprecyzowała, ile osób zjawiło się przed grotą Wandy owej pamiętnej doby, ale biorąc pod uwagę, iż słyszeliśmy wyłącznie o Kyle'u, który siłował się z Howem i Ianie, który dusił kosmitkę z siłą godną pięciolatki, musimy uznać, iż a) nie było tam nikogo więcej b) świta starszego O'Shei składa się z przydupasów tak apatycznych, że w razie jakiegokolwiek konfliktu robią za widownię, co oznacza, że dusza nie ma się czego bać.

Jamie deklaruje, że w takim układzie zostanie, by bronić damy; desperacko ratując swą zszarganą męską godność oznajmia też, że jako dżentelmen przekima się na macie, oddając łóżko damie.

Ha. Nie ma mowy, łóżko jest twoje.
Zapomnij. – Położył się na macie i założył ręce na piersi.
I tym razem uznałam, że dalsza kłótnia nie ma sensu. Zresztą wiedziałam, że wystarczy poczekać, aż uśnie. Miał twardy sen. Gdy w niego zapadał, Melanie mogła go nosić na rękach.



Stefa, mam pytanie. Ile lat mają twoi synowie? Jeśli więcej niż dziesięć, sugeruję, byś sprawdziła empirycznie brednie, które wypisujesz w swoich dziełach i spróbowała przenieść któregoś z nich na łóżko. Dla dokładniejszego wyniku eksperymentu poproś o to samo jakąś dwudziestolatkę z sąsiedztwa. Nie, nie zamierzam pokrywać późniejszych kosztów leczenia.

Mówiąc poważnie: jeżeli mieliście jeszcze jakiekolwiek wątpliwości, że Stefcia nie myśli o tym, co przelewa na klawiaturę, to w tym momencie powinny się one ostatecznie ulotnić. Nasza autorka mogła maznąć w tekście cyfrę czternaście, ale w jej wyobraźni Jamie wciąż ma góra sześć lat. I tu nachodzi mnie pytanie – dlaczego Meyer w ogóle uparła się, żeby zrobić ze Strydera nastolatka? Nasza kategoria w ogóle nie miałaby racji bytu, gdyby Melanie była zmuszona opiekować się bratem od pieluch i w konsekwencji uważać go bardziej za syna niż rodzeństwo - ale jak już udowadniałam w rozdziale XV, nic takiego nie ma tu miejsca. W efekcie dostajemy kuriozum: czternastolatka, który traktuję siostrę jak siostrę, ale jest przez ową siostrę traktowany jak syn; który staje na warcie w jaskini, ale słucha kołysanek przed zaśnięciem; który jest doświadczonym przez życie młodym człowiekiem, przenoszonym jednakże przez niewiasty na łóżko, jeśli zdarzy mu się zasnąć na kanapie czy karimacie.

Nie ma jak u mamy: 12

Jamie oddaje Wagabundzie swą poduszkę, prosząc jednocześnie, by rzuciła mu leżący na łóżku jasiek Jareda (nie pytajcie, po co takie kombinacje; być może Howe ma niezwykle wyostrzony zmysł węchu i istnieje obawa, iż wyczuje, że ktoś spał w jego łóżeczku). Nasi bohaterowie wreszcie moszczą się wygodnie w swych pieleszach, czytelnicy mają więc nadzieję, że lada chwila duecik zapadnie w głęboki sen sprawiedliwych i będziemy mogli ruszyć dalej z akcją.

Cóż, tak i nie. Nikt wprawdzie nie zasypia, ale owszem, dzieje się; za chwilę będziemy świadkami jednego z punktów zwrotnych akcji powieści. Zaznaczam to teraz, albowiem istnieje poważna szansa, że w innym wypadku przegapilibyście ów fakt.


Okazuje się, że zgryzota nie daje Jamiemu zasnąć; chłopak dyskutował poważnie z Jebem i dowiedział się od niego, iż:

Wuj Jeb podejrzewa, że Melanie żyje. Że jest tam z tobą w środku.
(...)
Nie wiedziałem, że to w ogóle możliwe. To możliwe?

Uch-och. Houston, mamy problem. Już druga osoba w bunkrze wykazała się dwucyfrowym IQ i zdołała wyczuć, że zachowanie Wagabundy jest wysoce nielogiczne. Cóż, wuj wujem, ale smarkacza można przecież zmylić. Ostatecznie, skoro dziewczyny doszły do wniosku, że konspira to dla nich jedyny ratunek...

Wanda, powiedz, proszę.
Powiedz mu. Proszę, powiedz mu, że go kocham.”

...Że co proszę?

Czemu nie chcesz mi powiedzieć? – Teraz już naprawdę płakał, choć próbował tłumić łkanie.
Zsunęłam się z łóżka, wcisnęłam w twardą szparę między materacem a matą i objęłam go ramieniem. Czułam, jak drży. Dotknęłam twarzą jego policzka i poczułam na szyi ciepłe łzy.
Melanie żyje? Proszę cię, Wanda, powiedz.
Był pewnie mimowolnym narzędziem w rękach Jeba. Stary lis zapewne celowo go przysłał, wiedząc, że przy chłopcu rozwiązuje mi się język. Szukał potwierdzenia swoich domysłów i był gotów w tym celu posłużyć się chłopcem. Ale jak postąpi, gdy już ustali niebezpieczną prawdę? Co z nią zrobi? Nie miał chyba wobec mnie złych zamiarów, ale czy mogłam ufać własnej ocenie? Przecież ludzie to przewrotne, zdradzieckie istoty.

Ludzkość ssie: 26

Nie byłam w stanie ich przejrzeć. Wśród dusz niecne intencje były nie do pomyślenia.

Ludzkość ssie: 27

Jamie cały się trząsł.
Cierpi”, jęknęła Melanie. Rozpaczliwie próbowała odzyskać władzę nad ciałem.
Odezwałam się jednak sama, świadoma odpowiedzialności za to, co mówię.
Obiecała, że wróci, prawda? – powiedziałam cicho. – Przecież zawsze dotrzymuje słowa.
Jamie objął mnie wpół i mocno się przytulił.
Kocham cię, Mel – szepnął po chwili.
Ona ciebie też. Jest bardzo szczęśliwa, że tu jesteś i że nic ci nie grozi.


...



Zabawa w podchody trwająca od rozdziału trzynastego.
Usilne przekonywanie nas – nieważne, jak idiotyczne i na bakier ze zdrowym rozsądkiem – że dziewczyny nie mogą dopuścić do tego, by ktokolwiek poznał ich sekret.
Wszystko to rozwiązane...podczas jednego dialogu z Jamiem.

Gdybym miała z tego oceanu failu wybrać dwa najpoważniejsze problemy, byłoby to, odpowiednio: kompletny brak tzw. tła w powyższej scenie i kompletny bezsens fabularny związany z ową sceną.

Problem nr 1: przeczytajcie jeszcze raz ten dialog. Jakiś kłopot? Być może ten fragment nie przemawia do Was tak, jak teoretycznie powinien, biorąc pod uwagę, że mamy tu do czynienia z teoretycznie bardzo wzruszającym momentem – oto bohater dowiaduje się, że jego ukochana siostra jednak nie umarła, wciąż egzystuje w środku najeźdźcy i jest świadoma wszystkiego, co dzieje się w jej otoczeniu. Jeśli tak, nie przejmujcie się, nie jesteście bezdusznymi potworami. To po prostu efekt kompletnego braku umiejętności Stefy w kreowaniu nacechowanych emocjonalnie dialogów. Nie tak dawno jedna z naszych czytelniczek (Leno, pozdrawiamy) udowodniła w komentarzu, że jest w stanie w kilku zdaniach stworzyć bardziej prawdopodobny psychologicznie obraz osoby umierającej z pragnienia niż Meyer na przestrzeni trzech rozdziałów. Jestem pewna, że spora część z Was byłaby w stanie przepisać tę scenę w taki sposób, by wyciskała czytelnikom z oczu łzy wzruszenia miast łez śmiechu nad patetycznymi jękami Melanii (w filmie owa wymiana zdań była równie sucha, ale przynajmniej odbyła się w pięknych okolicznościach przyrody [świetliki!], co automatycznie dodało jej magii. Niestety, nie mogłam znaleźć klipu na YouTube, ale jeśli macie dostęp do całego filmu, to z całego serca radzę obejrzeć tę scenę, bo jest niesamowita wizualnie).

Ale co tam, o tym, że Stefa pisać nie umie (i raczej już się nie nauczy, do rozwoju warsztatu konieczna jest bowiem umiejętność przyjęcia na klatę krytyki) wiemy nie od dziś. Mam znacznie poważniejszy problem z tym fragmentem, a mianowicie: jest on absolutnie, kompletnie i całkowicie pozbawiony jakiegokolwiek sensu.

W&M przyjęły, że jeśli ludzie odkryją, że w jednym ciele balują dwa organizmy, to niechybnie oszaleją i je zjedzą. Logiki, jak perorowałam na ten temat wcześniej, w tym zero, ale przynajmniej dziewczyny były konsekwentne w swym postanowieniu. Teraz jednak, skuszona kryształowymi łezkami Jamiego, Wagabunda wyznaje prawdę...i cały dotychczasowy koncept sypie się jak domek z kart.

Meyer. Jestem świadoma, że podzielenie się sekretem z Jamiem to najrozsądniejsze, co mogła uczynić Wanda. Problem w tym, że powinna to zrobić dobre kilka nocy wcześniej. Nie ma ŻADNEGO powodu, by wykładać karty na stół akurat w tej chwili – a co gorsza, jak się wkrótce przekonacie, nie będzie to miało żadnych istotnych konsekwencji.

Nie żartuję. Decyzja, która w każdej porządnej powieści wywołałaby lawinę reakcji tu zostanie zmieciona pod dywan już w następnej scenie. Stryder odkrywa coś, co powinno stanowić punkt zwrotny „Intruza”...i nikogo, łącznie z samym zainteresowanym, szczególnie to nie porusza. Jamie nie bije na alarm, nie informuje Jareda, nie debatuje z wujem, co zrobić w tej sytuacji – ot, cieszy się chłopina, że jego siostra nie wyzionęła ducha i tyla. Tak naprawdę, Wagabunda mogłaby mu niczego nie zdradzić i niewiele by to zmieniło, biorąc pod uwagę dalszą akcję powieści. Sami rozumiecie – dopóki tajemnicy nie odkryje tru loff (przy podkładzie Zimmera szumiącym w tle), nie należy zbytnio się nią przejmować, a już na pewno nie podejmować jakichkolwiek konkretnych działań.



Czasem żałuję, że nie mamy kategorii na bezsensowne zwroty akcji.


[Jamie] milczał przez dłuższy czas. Jego łzy na mojej skórze zdążyły wyschnąć i został po nich jedynie słony proszek.

Rany koguta, czym płacze to chłopię?!

Czy tak jest ze wszystkimi? – szepnął w końcu, gdy już myślałam, że dawno zasnął.
Nie – odparłam ze smutkiem. – Nie. Melanie jest wyjątkowa.
Jest odważna i silna.

Poprawka – była odważna i silna. A potem na horyzoncie zamajaczyło się widmo pitekantropa...

Jamie, co zrozumiałe, chce wiedzieć, czy istnieje możliwość, że tata Stryder także znajduje się w gronie żywych (tak, tylko tata; najwyraźniej mama Stryder nie jest chłopakowi potrzebna do szczęścia), ale Wanda niszczy jego nadzieje tłumacząc, że gdyby tak było, to już-nie-tata-Stryder nigdy nie zaprowadziłby Łowców do rodzinnego domu państwa S. i nie próbował wydać swych dzieci; Mela wszak broniła swych wspomnień niczym lwica młodych, dopóki nie zaufała duszce.

W pewnej chwili kosmitka zdaje sobie sprawę, że Doktor przestał chrapać i ścisza głos, by nie mógł podsłuchać reszty rozmowy (rychło w czas; po raz kolejny - niech mi ktoś wyjaśni, jakim cudem te ameby zdołały skolonizować chociażby Planetę Glonów, nie mówiąc już o Ziemi).
Jamie chce wiedzieć, dlaczego duszka nie wydała uciekinierów swoim:

Bo... spędziłam z twoją siostrą dużo czasu. Jej wspomnienia i uczucia są teraz jak moje własne. I... ja też cię... kocham.

Wiemy, skarbie. Uwierz mi, analizatorki i czytelnicy „Lokatora” serdecznie ci współczują. Nawet awatar Stefy nie zasługuje na piekło wpojenia.

Gotuj z Jacobem Blackiem: wystarczy zalać wrzątkiem : 13

I Jareda?
Zacisnęłam na chwilę zęby. Zaskoczyło mnie, że tak łatwo połączył fakty.

A cóż tu jest do łączenia, na litość? Sama powiedziałaś – uczucia Meli są teraz twoimi uczuciami. Nie trzeba geniusza, by zrozumieć implikację takiego stwierdzenia.

Oczywiście, że nie chcę, żeby coś mu się stało.

Chciałam napisać w tym miejscu, że brak aktywnego życzenia śmierci to jeszcze nie miłość, ale wtedy przypomniałam sobie, o kim mowa. Faktycznie, w przypadku Howe'a nieodczuwanie nienawiści jest takim wyzwaniem, że jedyną alternatywą pozostaje absolutne zaślepienie.

On cię nienawidzi – powiedział smutno Jamie.
Wiem. Jak wszyscy. – Westchnęłam. – Nie mogę mieć do nich o to żalu.
Może jeszcze zmienisz zdanie, jak to przemyślisz.
Przecież nawet nie było cię tutaj w czasie inwazji. Nie wybrałaś sobie specjalnie mojego taty ani mamy, ani Melanie. Byłaś wtedy w kosmosie, prawda?

Meyer, po raz tysięczny w mojej analizatorskiej karierze powtarzam ci: nie bierz się za moralnie ciężkie tematy, bo zwyczajnie nie jesteś w stanie ich udźwignąć. Ostatnie zdanie cytatu wystarczyłoby jako punkt startowy dla poważnej psychologicznej powieści. Czy człowiek jest w stanie rozgraniczyć nienawiść dla okupanta jako całościowej figury i pojedynczego egzemplarza? Stefa spróbuje na nie odpowiedzieć na przestrzeni tej książki i wierzcie mi, jest głęboka prawda w ludowej mądrości, iż mowa jest srebrem, ale milczenie złotem.

Tak, Jamie, ale jestem tym, kim jestem. Robię to, co wszystkie inne dusze. Zanim zamieszkałam w Melanie, miałam wielu innych żywicieli i nigdy nie odczuwałam skrupułów przed... odebraniem życia. My, dusze, po prostu tak żyjemy.

Aaa...Aaa...Aaa...



Wiecie, co jest w tym wszystkim najgorsze? To bynajmniej nie jest punkt zwrotny w postrzeganiu świata przez Wandę. To nie przyznanie się do winy. To nie skrucha. To stwierdzenie faktu.

MY, DUSZE, PO PROSTU TAK ŻYJEMY”.

Nie istnieje żaden gif, którym mogłabym podsumować ten cytat. Jeśli sami nie widzicie, dlaczego czuję obrzydzenie przebijając się przez tą książkę, to obawiam się, że nie jestem w stanie Wam pomóc.

Adolf approves : 26

Czy Melanie cię nienawidzi?
Chwilę się zastanawiałam.
Nie tak bardzo jak kiedyś.
Nieprawda. Całkiem przestałam.”

A to z kolei zupełnie inna para kaloszy. Jak się niedługo (niestety, oj, niestety) przekonacie, Mela może wpływać na uczucia kosmitki, ale nie na odwrót - ergo, wszystkie emocje panny Stryder należą tylko i wyłącznie do niej samej. Skąd właściwie ta zmiana frontu w stosunku do duszki? Tak, Wagabunda jest jej sojuszniczką...tylko i wyłącznie dlatego, że jest naćpana emocjonalnymi dragami. Gdyby była w stanie rozumować niezależnie od sygnałów czerpanych od Mel, wydałaby wszystkich uciekinierów w mgnieniu oka. Za co więc Melanie tak ją lubi? No, chyba, że dziewczynę kręci idea posiadania niewolnicy.

Jak się... jak się czuje?
Cieszy się, że tu jest. Bardzo się cieszy, że cię znalazła. Nie przejmuje się tym, że nas zabiją.

Diabli by to...a ta znowu swoje. Aniołeczku, powtarzaj za mną: Jared jest w trasie, nikt nie zrobi mi krzywdy, Jared jest w trasie...

Jamie wpada w histerię i zawodzi, że nie mogą skrzywdzić Wandy, skoro w środku wciąż siedzi jego siostra:

Nikt nie uwierzy – szepnęłam do chłopca. – Pomyślą, że kłamię, że próbuję cię oszukać. Jeżeli im powiesz, jeszcze bardziej będą chcieli mnie zabić. Bo tylko Łowcy kłamią.

Oto osoby, które do tej pory uwierzyły Wagabundzie:

a) Jeb, właściciel tego cyrku i posiadacz CEBa, który osobiście decyduje, kto jest godzien mieszkać pod jego dachem
b) Jamie, brat Melanie, który zna ją od urodzenia i natychmiast rozpoznałby ewentualny fałsz w słowach przekazywanych przez duszę.

Nie wiem jak Wy, ale ja sądzę, że to całkiem niezłe poparcie.

Jamie obiecuje, że nie da skrzywdzić naszego duetu, Wagabunda po raz kolejny panikuje, że w takim układzie duzi chłopcy na pewno zrobią kuku jej skarbowi (używając przy tym określenia „mały chłopiec”).

Nie ma jak u mamy: 13

Jared coś wymyśli. Jak zawsze.
Jared też ci nie uwierzy. Wścieknie się najbardziej ze wszystkich.
Nawet jeśli nie uwierzy, będzie ją chronił. Na wszelki wypadek.

Och, Jamie, dobrze ci radzę: nie próbuj odgadywać, co dzieje się w duszy Howe'a. To mroczne i ponure miejsce.

Stryder zasypia, przygnieciony ilością otrzymanych informacji,a Wandzia:

Odczekałam trochę, chcąc mieć pewność, że śpi twardo, po czym stanęłam nad nim na czworakach i bardzo ostrożnie przeniosłam go na łóżko. Był cięższy niż kiedyś, ale jakoś udało mi się go nie zbudzić.

Właściwie, nasze drogi czytelniczki w przedziale wiekowym 20-25 też mogłyby wykonać wspomniany przeze mnie wyżej eksperyment, ale mimo wszystko odradzam; zdrowiem nie wolno szafować.

Nie ma jak u mamy: 14


Wagabunda także udaje się do krainy Morfeusza; o poranku nie-rodzeństwo budzi głos wuja Jeba, kurtuazyjnie dopytującego się, czy kosmitka dobrze spała (a i owszem) oraz rugającego Jamiego z powodu jego braku manier (dziewczyna przysnęła na gołej ziemi).

To nie jego wina – odezwałam się. – Upierał się, że będzie spał na macie. Przeniosłam go, jak zasnął.
Jamie prychnął.
Zupełnie jak Melanie.

Jamie, nie chcę cię martwić, ale jesteś w wieku, w którym tego rodzaju zachowanie u siostry powinno budzić twój sprzeciw i głębokie zażenowanie. Nie winię cię jednak, w końcu to nie twoja wina, że Melanie wyprała ci mózg i zinfantylizowała do potęgi entej.

Nie ma jak u mamy: 15

Okazuje się, że Jamie zaspał do szkoły (a właściwie na prywatne lekcje, które prowadzi jego kuzynka):

Przespałeś już jedną lekcję. Sharon będzie zła. Lepiej się uwijaj.
Sharon zawsze jest zła – poskarżył się Jamie, ale natychmiast wstał.

Drodzy czytelnicy, jak sądzicie: czy Sharon w prakanonie nazywała się Jessica, czy też może Rosalie? Ciężko mi się zdecydować, albowiem charakterystyka tej postaci pasuje do obu niewiast; przez całą książkę będziemy bombardowani informacjami o tym, jaka to zła, zła, po stokroć zła z niej kobieta, choć jej rola w „Intruzie” ogranicza się do stania na tylnym planie i atakowania Bellandy nienawistnymi spojrzeniami. Szczerze mówiąc, jestem trochę niesprawiedliwa; jakkolwiek Meyer nie darzyła ciepłymi uczuciami ani panny Stanley, ani panny Hale, bohaterki „Zmierzchu” miały przynajmniej stołową łyżeczkę osobowości (Rosalie wręcz łychę wazową, ale to akurat wyszło Stefie nienaumyślnie); Sharon natomiast jest jeszcze bardziej karykaturalna niż O'Shea Samo Zło.

Stryder biegnie zaczerpnąć ze źródła wiedzy, a Jeb oznajmia Wagabundzie, że okres ochronny minął, nikt nie ma czasu jej niańczyć, a w jaskini czeka robota, zatem dalej żwawo w teren! Oczywiście, duszka nie jest zachwycona koniecznością bratania się z ludem, ale posłusznie drepcze za wujem na pole, gdzie, jak się okazuje, ma pomóc w przygotowaniu gleby do siewów. Po drodze mijają mnóstwo człowieków (wszyscy bezimienni, nie muszę więc kłopotać się z opisami; wierzcie mi na słowo, w ciągu następnych plus minus 350 stron powieści pojawią się zaledwie dwie osoby, które będą miały jakiekolwiek znaczenie dla dalszej akcji dzieła - na obecnym etapie znamy już właściwie 98% bohaterów). Wśród uciekinierów znajduje się też Ian, który postanawia połączyć siły z naszym duetem i cała trójka raźno rusza w stronę wschodniego pola. Bohaterowie idą i idą, mijają Wesa (ciemny kołtun na głowie, nieco starszy od Jamiego; nie, nie musicie zapamiętywać tej postaci) i Doktora (o nim, niestety, zapomnieć się nie da). Doktorek wita Wandę, używając jej nowego imienia, co budzi zdziwienie Iana.

W końcu docieramy na teren upraw; haruje tam już czternaście innych mężów(oraz dam), którzy

(…) na mój widok przerwali pracę i, rzecz jasna, skrzywili się.

Stefciu, zmiłujże się, twój robal mieszka w tej jaskini już od ładnych kilku dni, a większość rebeliantów nawet nie kojarzy Meli sprzed okresu uprowadzenia. Krzywe spojrzenia to jedno, ale w obecnym momencie naprawdę nikomu nie chciałoby się urządzać cyrku z teatralnym zamieraniem na sam widok duszki. Ale wiem, wiem – niepodobna nie okazać Mary Sue należnej jej z tytułu atencji.

Bellanda Wandella van der Mellen : 25

Wujo każe jej nie zwracać uwagi na pozostałych, po czym przynosi sprzęt w postaci kilofa i dwóch łopat.

Reszta nadal spoglądała na mnie z narzędziami w dłoniach. Miałam świadomość, że kilofy i motyki używane do przekopywania ziemi mogą równie dobrze posłużyć do rozorania mi czaszki. Sądząc po niektórych twarzach, nie tylko ja wpadłam na ten pomysł.

Dziewczyno, dajże spokój, Jeb ma przy sobie CEBa. (Siłowy) argument reszty jest inwalidą.

A tak w ogóle, to jesteśmy koszmarni i używamy szkieł powiększających do podpalania mrowisk.

Ludzkość ssie: 28

Swoją ścieżką, Wagabundo – słyszałaś kiedyś takie powiedzenie „głodnemu chleb na myśli”? Jak na miłującego pokój robala wykazujesz zadziwiające skłonności do fantazjowania na temat różnego rodzaju morderstw.

Jeb wrócił i podał mi łopatę. Złapałam za wytarty drewniany uchwyt i zważyłam narzędzie w dłoni. Po tym, jak ujrzałam w oczach ludzi zew krwi, trudno było nie myśleć o nim jak o broni. Brzydziłam się jednak tym pomysłem. Raczej nie byłabym w stanie wykorzystać łopaty w taki sposób, nawet do zablokowania ciosu.

Meyer, ustalmy coś raz na zawsze.

Obrona własna to nie przemoc.

Mam serdecznie dosyć wzorców, które wpychasz do swojej pisaniny. Jakby nie wystarczył fakt, że na podstawie Edzia i Belli tworzone są odczyty traktujące o toksycznych związkach, teraz znalazłaś sobie nowy fetysz w postaci lansowania postawy całkowitej bierności wobec agresora i brania na siebie winy za postępki innych.

Nie ma znaczenia, że dusze brzydzą się brutalnością – zablokowanie ciosu to nie walka, to próba ratowania życia. Instynkt samozachowawczy to bardzo fajna rzecz – dzięki występującej u naszych przodków chęci ratowania swojego zadka w obliczu niebezpieczeństwa gatunek ludzki przetrwał po dziś dzień. Czym innym jest bowiem chociażby gotowość oddania życia za swoją wiarę lub przekonania, czym innym zaś – bycie mentalną wycieraczką, która w kryzysowej sytuacji potrafi jedynie kulić się pod ścianą i płakać nad swym ciężkim losem.

Mea culpa: 5

Aha, Stefa – zbieram sobie wszystkie twoje kwiatki na temat łagodności Wagabundy, segreguję niczym kolekcjoner znaczki. Użyję tej amunicji pod koniec dzieła i będzie to bardzo bolesny strzał.


Ostatnią stronę dzisiejszego rozdziału można by streścić w kilku słowach: nasi bohaterowie odchodzą pracować w najdalszy kąt pola; po jakimś czasie zlany potem Ian zdejmuje koszulę (motorów nie ma, ale też jest zajebiście); kosmitka wciąż drży z obawy, że ktoś jej zrobi kuku, więc O'Shea idąc po wodę, którą rozdaje jedna z kobiet, bierze od razu hurtem dla całej drużyny; Wandzia wącha starannie zawartość butelek, coby się upewnić, że nikt nie chce jej otruć; dzień pracy dobiega końca (jutro przyjdzie czas na nowe atrakcje, jak obsiewanie i podlewanie); Wagabunda marudzi w wewnętrznym monologu, albowiem nie ma ochoty spędzać kolejnego dnia wśród człowieków (wewnętrzny troll wuja Jeba wszystkiego się domyśla i obdarza ją radosnym uśmiechem).

[Jeb] mrugał teraz do mnie. Co za dziwny człowiek. Po raz kolejny uprzytomniłam sobie, że po ludzkiej przyjaźni nie należy się zbyt wiele spodziewać.

Ludzkość ssie: 29

Rozdział kończymy, nomen omen, pożegnaniem z duszką:

Do jutra, Wando! – zawołał Ian z drugiego końca groty i zaśmiał się sam do siebie.
Wszyscy spojrzeli zdziwieni.


I to wszystko na dziś. Do zobaczenia za tydzień!


Statystyka:

Adolf approves : 27
Bellanda Wandella van der Mellen : 25
Gotuj z Jacobem Blackiem: wystarczy zalać wrzątkiem : 13
Ludzkość ssie: 29
Mea culpa: 5
Nie ma jak u mamy: 15
Świat według Terencjusza: 32
Welcome to Bedrock: 13
Witaj, Morfeuszu : 13


Maryboo